Home&Market , kwiecień 2006

Dwie Polski

         Z uwagi na swoją pozycję zawodową dużo podróżuję, a więc dużo czasu spędzam poza domem. Podstawowym zadaniem jest spotykanie się z ludźmi. Więc naturalną reakcją jest zaszycie się w domu i błogosławiona cisza. Unikam jak mogę uroczystości, spotkań, nawet towarzyskich, ale i rodzinnych – stałem się trochę samotnikiem – mój prywatny świat to żona, córka i wnuczek – wtedy czuję się szczęśliwy. Ale od czasu do czasu trzeba wyjść z domu i wziąć udział w rodzinnych uroczystościach – i na takie pod koniec marca pojechałem do Wisły. Nie chcę opowiadać o spotkaniu rodzinnym, zresztą bardzo udanym, ale o dodatkowej i nieoczekiwanej uczcie zarówno dosłownej jak i duchowej jaką przeżyłem w Wiśle.

         Nieoczekiwanie znaleźliśmy się na Równicy koło Ustronia w karczmie nazwanej „Zbójnicka Chata”. Miejsce jest przepiękne – asfaltowa wygodna droga na szczyt wysokiej (blisko 1000 m) góry z fantastyczną panoramą Beskidów i Tatr Słowackich i z pewnym oporem (bo zawsze uważam, że najpiękniej jest u mnie w Beskidzie Sądeckim) muszę przyznać, że to jedno z najbardziej urokliwych miejsc, do których dotarłem w Polsce. Ale chcę napisać o ludziach, których nawet nie poznałem, tylko mi o nich opowiadała ich krewna, a którzy symbolizują najpiękniejszą część procesu polskiej transformacji w ostatnich 20 latach. Małżeństwo urzędników w średnim wieku zamiast narzekać na nędzną egzystencję i bać się następnego dnia wzięło sprawy w swoje ręce. Zaczęli nie od składanego łóżka i handlu, tylko przez kilka lat fotografowali turystów wyjeżdżających na Czantorię, sprzedając im zdjęcia w drodze powrotnej.

         W tamtych latach otrzymali w prezencie starą (blisko 200-letnią) chatę na Równicy, całkowicie zaniedbaną. Zaczęli porządkować wnętrze jak i teren przyległy – planowali chatę zagospodarować na swój dom i tam zamieszkać. Ale stale słyszeli od przechodzących turystów kiedy zaczną sprzedawać w chacie coś do jedzenia i słyszeli zachwyty dotyczące urody miejsca. Odpowiedzieli więc na zapotrzebowanie rynku – zmienili plany i postanowili urządzić w chacie restaurację. Zaczęła się stopniowa adaptacja chaty i dużej piwnicy, później przyszła pora na poszerzenie piwnicy, a następnie dobudowanie kolejnego poziomu w dół (na skarpie góry), bo liczba osób chcących u nich zjeść wciąż okazywała się za duża w stosunku do ich możliwości. Dzisiaj to już duża trzypoziomowa i niezwykle urokliwa restauracja, a budowany jest czwarty poziom. W ciągu weekendów jest tam zawsze tłok. To nie tylko zwykli turyści górscy, ale i zwykli mieszkańcy Śląska wyjeżdżający na kilkugodzinny spacer na świeżym powietrzu. Jest tak dużo gości, że właściciele musieli opracować specjalny system zamawiania dań. Zapewne żadne z nich nie zna pojęcia masscustomization, ale zastosowali w praktyce jeden z najświeższych trendów w światowej gospodarce polegającego na połączeniu masowej produkcji z indywidualizacją zamówienia produktu przez konkretnego klienta. W restauracji pracuje już cała rodzina i to nie wystarcza. Słyszałem, że już przygotowują budowę dużego luksusowego pensjonatu z otwartym basenem z podgrzewaną wodą, żeby można było pływać i podziwiać panoramę gór. W czasie tego pobytu widać było, że dla wszystkich tam pracujących to nie była tylko praca, ale coś więcej – przygoda, uczestnictwo w czymś niezwykłym. Z oczywistych powodów czułem się tam dobrze – sam zaczynałem od zera (18 lat temu zarabiałem miesięcznie równoważnik 27 dolarów), stopniowo budowałem Szkołę traktując to co robię nie jako ciężką pracę tylko fascynująca przygodę.

         Wieczorem po powrocie do domu słuchałem w telewizji wiadomości i usłyszałem znowu dyskusje o samorozwiązaniu Sejmu, spekulacje na temat możliwości objęcia przez Andrzeja Leppera funkcji wicepremiera i widziałem po raz kolejny jak duzi chłopcy i panie bawią się w politykę i marnują czas, szanse stojące przed Polską. Ale po chwili otrząsnąłem się, wrócił widok „Zbójnickiej Chaty”, Równicy i świadomość, że prawdziwe życie toczy się tam na Równicy, w mojej Szkole, w setkach tysięcy podobnych firm i milionach polskich rodzin, że to co wyprawia tzw. polska klasa polityczna to tylko piana, którą wystarczy zdmuchnąć, aby zobaczyć piękno realnej Polski.

         Kiedyś, kiedy byłem bardzo młody mówiło się o Włoszech, w których co kilka miesięcy zmieniały się rządy, że są dwa państwa – Włochy polityków i włoska gospodarka, która pędziła do przodu i której nie szkodziły żadne kryzysy parlamentarne. Może już możemy tak myśleć o sobie – choć wciąż głupie ustawy (tu mógłbym wypisać wiele, ale to już byłoby nudne) wciąż niszczą indywidualną przedsiębiorczość, obniżają tempo wzrostu gospodarki i psują nasze szanse awansu cywilizacyjnego.

         Ale na całe szczęście są tacy ludzie jak właściciele „Zbójnickiej Chaty”, których nie poznałem, jak setki moich przyjaciół z dużego i małego biznesu, którzy rozwijając swoje firmy nie tylko pomnażają własny majątek i żyją pełnią życia, ale rozlewają na początku małe „stawiki” zamożności wokół siebie (poprzez pracę dla swoich pracowników), a niektórzy tworzą prawdziwe jeziora sukcesu.

         Kończę życzeniami świątecznymi – życzę nam wszystkim, aby te stawiki, jeziorka i jeziora jak najszybciej połączyły się w wielkie morza, które przy okazji , tak po drodze, zmyje brudną pianę z oblicza Polski.
o mnie | kontakt | okiem przedsiębiorcy | w prasie | relacje z absolwentami | niezwykły album | wywiady
Krzysztof Pawlowski 2007 © Wszystkie prawa zastrzeżone