InBlanco, styczeń 2006

         Kilka dni temu miałem godzinne wystąpienie w Warszawie jako gość specjalny Akademii Marketingu „questus”. Za każdym razem w dyskusji na temat naszej Szkoły pojawiają się pytania co nas najbardziej odróżnia od konkurencji – zawsze wtedy mówię o naszym nachyleniu w stronę studentów, atmosferze życia studenckiego, dyplomie amerykańskim, dobrych, a nawet bardzo dobrych wskaźnikach zatrudnienia wśród absolwentów, sympatii mediów, itd. Zawsze też powtarzam, że od samego początku WSB-NLU była projektowana jako uczelnia Nr 1, jako szkoła elitarna i nigdy z elitarności i unikalności nie zrezygnujemy, bo to jedyna szansa przetrwania na bardzo trudnym rynku.

         Na naszą wyjątkowość składa się, co oczywiste, część działań, zachowań, komunikatów, które muszą pochodzić od kierownictwa szkoły, od zatrudnionych w niej pracowników naukowo-dydaktycznych, od administracji. Ale druga część i to bardzo ważna musi pochodzić bezpośrednio od studentów. Na to się składa aktywność życia studenckiego, sposób wykorzystania przez studentów naszych programów studiów, ogólna atmosfera w Uczelni. Nie można też zbudować elitarnej szkoły bez elitarnego sposobu komunikowania wewnątrz szkoły. Na to wpływa wiele czynników, ale najważniejsze są język, sposób postępowania, styl ubierania. Niestety z tym nie jest najlepiej. Wiele osób z troską mówi mi o języku jakiego niektórzy studenci używają podczas rozmów w Szkole, o strojach trudnych do zaakceptowania w szkole elitarnej. Język i strój – można powiedzieć, że to obszar wolności każdego człowieka i wara od narzucania standardów (i zapewne dlatego niektórzy wykładowcy z lubością stylizują się na „postmodernistyczny luz” amerykańskich uniwersytetów), ale z drugiej strony język i strój (a to jest także sposób porozumiewania) składają się na komunikat przesyłany do wewnątrz i na zewnątrz.

         Z przykrością ostatnio w rozmowach słyszę o grubiańskim języku, przekleństwach słyszanych na korytarzach Szkoły. Sam, jeżeli usłyszę słowa, które nie przystoją studentowi WSB-NLU, to zwracam uwagę. Niestety, co dla mnie całkowicie niepojęte, podobno słyszy się przekleństwa padające z ust studentek! To dla mnie naprawdę niepojęte, bo w naszym kręgu kulturowym przeklinająca kobieta sama skazywała się na swoisty niebyt, na pogardę i eliminację z grona znajomych.

         Istotną sprawą jest sposób zwracania się do wykładowców. Standardem powinno być – Pani Profesor, Panie Profesorze, Panie Dziekanie, Panie Doktorze, Panie Dyrektorze, itp. (tzn. używanie zwrotów związanych z funkcją lub tytułem naukowym). Nie przystoi w oficjalnych kontaktach zwracanie się do wykładowców po imieniu. To niby drobiazg, ale może być odbierany negatywnie.

         Następną sprawą, na którą chciałbym zwrócić uwagę to problem stroju. Pojawiają się w naszej Szkole „chłopcy kapturowcy” – sam kilka razy takich w Szkole widziałem zastanawiając się czy są to studenci czy raczej „goście” odwiedzający Szkołę. Podoba mi się reakcja Pani prof. Lorenowicz czy Pana prof. Andrzeja Szarka, którzy na swoich zajęciach podejmują dyskusje z osobami, które poprzez niechlujny ubiór okazują ostentacyjnie brak szacunku dla wykładowcy (a przy okazji i do Szkoły).

         Nieodpowiednie zachowania budzą naszą troskę, jednak to głównie Wasz, tzn. studentów problem. Albo większość (głęboko wierzę, że rozumiejąca istotę komunikatu werbalnego i niewerbalnego oraz po ludzku – dobrze wychowana) narzuci styl i klasę zachowań reszcie (mam nadzieję, że nielicznej) albo będzie odwrotnie – tzn. ci nieliczni zepsują atmosferę i obniżą markę całej Szkole. Tego nie da się zrobić nakazami, zarządzeniami, nawet karami. Jedyne co ja mogę zrobić to zwrócić Wam uwagę tym tekstem, że sprawa wcale nie jest mało znacząca, a słyszany język i sposób ubierania to wyrazisty komunikat na zewnątrz, a nasza wspólna chęć bycia w Szkole elitarnej, niezwykłej, zobowiązuje nas do zachowania wysokich standardów.

         Zbliża się sesja, to odwieczny akademicki zwyczaj, że na egzaminie obowiązuje studenta strój odświętny – to prosty komunikat o szacunku do prowadzącego egzamin i do Szkoły. Mam nadzieję, że nie będzie prób psucia tego zwyczaju. Ale najważniejsze to wspólne wymuszenie zachowań stosownych dla Uczelni, która chce i musi być Uczelnią najlepszą - w Waszym, dobrze pojętym, długoterminowym interesie.

o mnie | kontakt | okiem przedsiębiorcy | w prasie | relacje z absolwentami | niezwykły album | wywiady
Krzysztof Pawlowski 2007 © Wszystkie prawa zastrzeżone