InBlanco, luty 2005

PAN JAN

         Ten tekst będzie inny od poprzednich, bo chciałbym Wam opowiedzieć o Janie Nowaku-Jeziorańskim – Człowieku legendzie i Jego związkach z WSB-NLU. Tak jak większość ludzi mojego pokolenia znałem Pana Jana jednostronnie – słuchając Radia Wolnej Europy. Na początku lat 90-tych, prawdopodobnie w 1993 roku usłyszałem od znajomych, że Jan Nowak-Jeziorański w swojej audycji telewizyjnej wymienił mnie jako przykład polityka, który stara się robić rzeczy użyteczne dla swoich wyborców. Poznałem Go osobiście kilka miesięcy później po Jego wystąpieniu w Sejmie. Od tego spotkania widziałem się z Panem Janem wiele razy i niemal wszystkie nasze kontakty związane były ze Szkołą. Był wielkim admiratorem tego co robiliśmy w Nowym Sączu, wspierał mnie swoją przyjaźnią, kontaktami i czynami. W połowie lat 90-tych wraz z prof. Tomaszem Wielickim lobbowaliśmy w Waszyngtonie, aby zdobyć grant USIA dla California State University, Fresno, dzięki któremu w naszej Szkole wykładało później ponad 20 amerykańskich profesorów. Pamiętam jedno ze spotkań z dyrektorem USIA, na koniec spotkania dziękowałem mu za poświęcenie mi czasu, a On odpowiedział mi wprost – Panie Senatorze, gdybym Pana nie przyjął to miałbym Nowaka na karku. Był bardzo skutecznym lobbistą dzięki swojej ujmującej powierzchowności starszego Pana i pasji z jaką wspierał polskie przemiany. Miałem zaszczyt przebywać w Jego podwaszyngtońskim domu, pokazywał mi swoje skarby, których część przekazywali Mu przed śmiercią Polacy żyjący w USA w przekonaniu, że On zdoła je kiedyś przekazać do wolnej Polski. Były to stara broń, medale czy niezwykle cenny pas rycerski (o ile pamiętam z XII wieku).

         W Nowym Sączu Pan Jan był po raz pierwszy w 1994 roku – spotkanie z nim zorganizowaliśmy w Domu Kultury Kolejarza – w szkole w tamtym czasie nie było odpowiednio dużej sali. Trochę obawiałem się tego spotkania czy znajdzie kontakt z dwudziestolatkami, pamiętam tamto spotkanie i niesamowitą atmosferę – miałem wrażenie, że Pan Jan wygłasza swój testament ideowy starając się swoim patriotyzmem zarazić młodzież i pamiętam też fantastyczną reakcję studentów, którzy nie chcieli Go wypuścić ze sceny.

         Nieco później, 23-25 kwietnia 1998 roku w Warszawie organizowaliśmy dużą konferencję „Kreowanie obrazu Polski w świecie”, a Pan Jan wygłosił wykład wprowadzający. W drugim dniu konferencji zorganizowaliśmy w Marriocie uroczysty obiad konferencyjny połączony z balem absolwentów WSB-NLU – wzięło w nim udział ponad 300 osób, a w czasie uroczystości wręczyłem Panu Janowi Medal Wdzięczności WSB-NLU. Swoje drzewko (dąb) w naszym parku Pamięci Pan Jan zobaczył dopiero po dwóch latach w 2000 roku, gdy przyjechał na zorganizowaną przez nas konferencję „Dziedzictwo Radia Wolna Europa”. To było 23 maja, była piękna pogoda i pamiętam zabawną sytuację – Pan Jan przyjechał w nienajlepszej formie i nieco obawiałem się o Jego wystąpienie. Szliśmy powoli od budynku A do B i nagle zobaczyłem wokół nas kilkadziesiąt (nie przesadzam) naszych najładniejszych studentek (nie było to w żaden sposób aranżowane). Pan Jan wyraźnie się ożywił przypatrując się dziewczynom, w końcu stanął, spojrzał na mnie i zapytał „Czy, aby w wyniku egzaminów wstępnych przyjmujecie studentów?” Później poszło jak z płatka – znakomite wystąpienie na konferencji, a później spotkanie z sądeckimi VIP-ami w mim domu.

         Pan Jan był przewodniczącym Kapituły Nagrody „Pro Publico Bono” w Konkursie ogłoszonym przez Premiera Jerzego Buzka w 1999 roku. Jak się później dowiedziałem na pierwszym spotkaniu Kapituły oświadczył, że konkurs musi wygrać Szkoła Sądecka i tak się ostatecznie stało. Nigdy nie zapomnę słów wypowiedzianych pod moim adresem przez Niego podczas uroczystego wręczenia nagród 11 listopada 1999 roku w Teatrze Słowackiego w Krakowie. Stałem się dla Pana Jana przykładem człowieka, który tworzy dzieło użyteczne, do tego stopnia, że napisał o mnie w swojej ostatniej książce „Fakty, wydarzenia, opinie” wydanej w 2001 roku, w której przedstawił siedem sylwetek, umieszczając tekst o mnie pomiędzy sylwetką Eugeniusza Kwiatkowskiego, wicepremiera II Rzeczpospolitej i sylwetką pułkownika Ryszarda Kuklińskiego. Trudno o większe wyróżnienie, ale zarazem jest to dla mnie wielkie zobowiązanie. Ostatni raz rozmawiałem z Panem Janem telefonicznie w czasie Świąt Bożego Narodzenia – czuło się, że jest bardzo słaby, ale jak zawsze z entuzjazmem dopytywał się o Szkołę.

         Umarł Wielki Polak, ale umarł Człowiek spełniony, szczęśliwy, do końca aktywny. Doczekał wolnej Polski i ma w odzyskaniu niepodległości swój osobisty udział. Odszedł od nas wielki nasz Przyjaciel, człowiek, któremu bardzo dużo zawdzięczamy. Trudno w takiej chwili o oceny obiektywne, ja mogę powiedzieć jedno, Jego przyjaźń i to co o mnie mówił i pisał jest dla mnie wielkim zobowiązaniem na przyszłość.
o mnie | kontakt | okiem przedsiębiorcy | w prasie | relacje z absolwentami | niezwykły album | wywiady
Krzysztof Pawlowski 2007 © Wszystkie prawa zastrzeżone