InBlanco, marzec 2006

    Chcę napisać o coraz bardziej zaskakującym mnie zjawisku – małym zainteresowaniem studentów ostatnich lat studiów przychodzącymi do Szkoły ofertami pracy. Pobudziła mnie do napisania o tym do Was sytuacja, w którą jestem bezpośrednio zaangażowany.
    Poprosiła mnie o przedstawienie kilku dobrych kandydatów do pracy Pani Grażyna Magdziak – szefowa i właścicielka firmy BAA, moja koleżanka z BCC (od 10 lat obydwoje jesteśmy członkami Rady Organizatorów BCC). BAA w Warszawie nie jest „taką sobie firmą” – to jedna z najlepszych firm przygotowujących przedsiębiorstwa do prywatyzacji, to dobra firma konsultingowa, mająca bardzo mocną pozycję na rynku. Grażyna od lat bierze z naszej Szkoły absolwentów, zwykle po kilku latach wybierają pracę w dużych korporacjach międzynarodowych, ale Ona uważa, że to normalne, że po zdobyciu w BAA wiedzy i umiejętności idą do firm jeszcze lepszych.

    Nie pamiętam dokładnie, ale przez BAA przeszło już blisko 10 osób. Pani Elżbieta Matyja, której zleciłem poszukanie kandydatów wczoraj powiedziała mi, że pomimo listów mailowych, telefonów nie znalazła ani jednego chętnego do pracy w BAA. Oczywiście szukaliśmy tylko wśród lepszych absolwentów i studentów obecnego V roku – to ja muszę osobiście zaręczyć za przedstawionego kandydata (i to się często zdarza), więc nie mogę przedstawić kandydata który przeczołgał się przez studia i nie wykazał niczym szczególnym.
    A teraz nieco o problemie szerszym.

    Wydaje się, że mam dość szeroki kontakt ze studentami, chyba bez ryzyka mogę stwierdzić, że najlepszy z wszystkich rektorów polskich uczelni. Kontakty ze studentami są wielostronne, nie tylko ograniczające się do oficjalnych uroczystości i wystąpień. Odpowiadam na każdy e-mail studenta, czasami też reaguję (ale indywidualnie) na wypowiedzi umieszczone na Forum, przyjmuję każdego studenta, który chce ze mną rozmawiać. Gdyby przyjąć na tej podstawie opinie o studentach to mógłbym stwierdzić, że zdecydowana większość to studenci bardzo zadowoleni ze Szkoły, twórczo kreujący swoje wykształcenie. Z drugiej strony czasami słyszę od innych o grupie malkontentów, którzy narzekają. Bardzo rzadko ci narzekający szukają kontaktu z rektorem – a szkoda, ale to ich sprawa. Można by wyciągnąć łatwy (ale jednak nieprawdziwy) wniosek, że ci narzekający to są ci, którym jakoś specjalnie na studiach nie idzie lub ci, którzy przyjęli roszczeniową postawę wobec życia („mnie się wszystko należy”).

    Jednym z naturalnych tematów poruszanych przez „narzekających” jest trudność zdobycia pracy po studiach. Ta trudność obiektywnie istnieje – gdy ktoś z jakichś przyczyn (np. rodzinnych) musi zdobyć pracę w konkretnym małym mieście (obojętnie jakim – Nowym Sącz, Kwidzyniu czy Jaśle). Wtedy zaczynają się kłopoty i to niezależnie od kwalifikacji kandydata, średniej ocen ze studiów czy zaangażowania w działalność „pozaklasową”. Wręcz zdarzają się (nie takie rzadkie) przypadki ovequalificated, gdy właściciel firmy czy jej menedżer wyraźnie boją się osoby o wysokich kwalifikacjach. To nie pierwszy przypadek, gdy szukaliśmy bez powodzenia kandydata do pracy w konkretnej firmie (kilka miesięcy temu szukaliśmy bez rezultatu kandydata do działu eksportu w jednej z największych firm produkcyjnych w Nowym Sączu – był tylko jeden warunek oczywiście nieoficjalny – to musiał być mężczyzna), tak więc prosty wniosek jest taki – dobrzy i aktywni podczas studiów absolwenci bez kłopotu znajdują pracę w dużych miastach i za granicą. To jedyny rozsądny wniosek, bo nie wierzę, że brak zainteresowania pracą wynika z tego, że absolwenci WSB-NLU chcą sobie przedłużyć młodość i wybierają na jakiś czas zasiłek dla bezrobotnych.

    Od czasu do czasu jestem pytany dlaczego w Szkole nie ma tzw. Biura Karier. Zawsze odpowiadam, że nie będzie dopóki ja będę rektorem, gdyż byłoby to niezgodne z moją „filozofią” przygotowania studentów WSB-NLU do dorosłego życia, w tym do poszukiwania pracy. Ja chciałbym, aby każdy absolwent WSB-NLU był na tyle aktywny i zaradny, nie wspominając o odpowiednich umiejętnościach i wiedzy, że poradzi sobie nie tylko z uzyskaniem miejsca pracy, ale i znalezieniem właściwego miejsca w życiu. Biura Karier uczą lenistwa i postawy roszczeniowej, a ich skuteczność w gospodarce wolnorynkowej musi być bardzo niska.

    Zdaję sobie sprawę, że ten felieton jest nieco prowokujący. Chętnie przeczytam Wasze opinie na ten temat, obojętne czy na łamach InBlanco czy też adresowane bezpośrednio do mnie.

    A na koniec jeszcze informacja, już wyraziście prowokacyjna – ale chciałbym, aby wielu z Was, a najlepiej wszyscy ją dogłębnie przemyśleli. Jedna ze studentek III roku studiów licencjackich wykorzystała zjazd absolwentów w Warszawie (maj 2005) do zrobienia ankiety dotyczącej poszukiwania przez absolwentów pracy. Analizując wyniki trzeba wziąć pod uwagę, że „próbka” wzięta do badań nie była reprezentacyjna – to była grupa około 100 absolwentów bardzo mocno związanych ze Szkołą. Wyniki badań przedstawione w pracy są szokująco dobre:

    • aż 27% miało więcej niż 3 propozycje pracy
    • aż 15% miało 3 oferty pracy
    • aż 50% miało 1-2 ofert pracy.


    Do tego dodajmy dane z badań absolwentów (już poprawnych statystycznie – próbka blisko 400 osób) z 2001 roku – aż 32% pracuje w Warszawie, większość w dużych korporacjach. Wracam do zasadniczej tezy swojego tekstu – dobrzy studenci, aktywni w czasie studiów zdobywają kwalifikację i wiedzę, która pozwala bez większych kłopotów znaleźć pracę i to w dobrych firmach.
o mnie | kontakt | okiem przedsiębiorcy | w prasie | relacje z absolwentami | niezwykły album | wywiady
Krzysztof Pawlowski 2007 © Wszystkie prawa zastrzeżone