Inblanco, październik 2007

         Redakcja InBlanco zamówiła tym razem konkretny tekst – dotyczący zmian w Szkole (zwykle piszę na całkiem dowolny temat). Nie jest to proste – wysłałem do każdego studenta list w tej sprawie, w czasie wizyty powitalnej w czasie Waszych zajęć też o tym często mówiłem. A ja nie lubię się powtarzać! Więc trochę inaczej – będą to w dużej części impresje osobiste dotyczące zmiany.

         Dla każdego studiującego w WSB-NLU jest oczywiste, że nasza Uczelnia jest w sposób organiczny związana z Krzysztofem Pawłowskim. Ja ją wymyśliłem, ja ją organizowałem, ja w najtrudniejszych pięciu pierwszych latach szukałem (a raczej żebrałem) pieniędzy na jej przeżycie, ja nią kierowałem przez 15 lat, podejmowałem sam większość najważniejszych decyzji. Wreszcie co najważniejsze dzięki swojemu talentowi PR-owskiemu wmówiłem mediom już po kilku latach istnienia Uczelni, że to jest niezwykła Uczelnia, o której warto (i to dobrze) pisać, mówić, pokazywać w TV co oszczędziło duże pieniądze, które trzeba by było przeznaczyć na promocję. Oczywiście w ślad za moimi działaniami postępowała skuteczna praca moich współpracowników, którzy moje pomysły skutecznie zamieniali w znakomitą ofertę dla studentów dzięki czemu tak szybko uzyskaliśmy sukces rynkowy - zadowolenie studentów, którzy mówiąc o Uczelni zachęcali do studiowania u nas następnych. Można powiedzieć, że te 15 lat było książkowym przykładem etapu rozwoju instytucji – zatrudnialiśmy nowych pracowników naukowo-dydaktycznych, uruchamialiśmy nowe kierunki studiów, uzyskiwaliśmy uprawnienia magisterskie, do tego dostosowaliśmy infrastrukturę, przez wiele lat (aż 13) wciąż wzrastała liczba studentów. Uśredniając nieco dane można z przybliżeniem stwierdzić, że po eksplozji pierwszych dwóch lat (niezwykły i innowacyjny pomysł realizacji w Polsce amerykańskiego programu studiów i to w niewielkim mieście oddalonym od dużych metropolii) mieliśmy przez następne 13 lat do czynienia z rozwojem liniowym. Ale taki rozwój musi kiedyś się skończyć, później przychodzi okres stabilizacji, a jeśli twórcy czy współwłaściciele organizacji tego nie przewidzą może dojść do etapu śmierci lub powolnego zamierania instytucji.

         Takie niebezpieczeństwo zawsze istnieje, ale szczególnie duże jest w instytucjach, które nazwę „autorskimi” czyli takimi jak WSB-NLU tworzonymi przez jednego człowieka, który cały czas zarządza „swoją” instytucją. Proces ten jest szczególnie niebezpieczny w instytucjach „non profit”, w których twórca i lider nie ma naturalnej dla człowieka motywacji w formie mnożenia kapitału i bogacenia się. Ale także w biznesie wiele razy widziałem jak bankrutuje firma, która jeszcze kilka lat temu świetnie się rozwijała bo jej właściciel nie zauważył momentu, w którym trzeba sięgnąć po nowych ludzi, nowe pomysły.

         Dlatego już w 2000 roku postanowiłem określić datę, w której odejdę z stanowiska rektora – wówczas miałem tyle przed sobą, że uznałem, że ten moment właściwy to będzie 2014. Ówczesna decyzja miała służyć temu żeby wszyscy pracujący w WSB-NLU wiedzieli, że muszą się przygotować na moment, w którym już „Pawłowski” nie weźmie na siebie odpowiedzialności za przyszłość instytucji. Ja w 2000 roku nie wiedziałem dwóch rzeczy – 10, że nasze plany rozwoju zrealizujemy znacznie szybciej i że 20 znacznie wcześniej dojdzie do pogorszenia się sytuacji na rynku edukacyjnym (próby zniszczenia sektora uczelni niepaństwowych przez rozwiązania prawne i brutalne, nierównoprawne działania uczelni państwowych a także wrogie nastawienie Ministra do naszych uczelni plus znaczny wzrost liczby Polaków wyjeżdżających na studia za granicę).

    Od mniej więcej dwóch lat miałem narastające wrażenie, że nasza Uczelnia potrzebuje przełomu, swoistego skoku, „łamiącego” wzrost liniowy. Ale w naszej sytuacji (tzn. bardzo ograniczonych zasobów finansowych i zerowej pomocy państwa) taki skok był logicznie niemożliwy do zrobienia. Ta świadomość powodowała narastanie stresu i zapewne moi najbliżsi współpracownicy to zauważali mimo, że bardzo chciałem to ukryć.

         Muszę z dużą satysfakcją powiedzieć, że jeszcze raz, pomimo starzenia się, udało się szarpnąć do przodu moje ukochane, dorosłe już dziecko „WSB-NLU” do przodu. Przełom, tzn. ujrzenie w którą stronę trzeba teraz uczelnią szarpnąć nastąpił 26 stycznia 2006 roku, cztery dni po urodzeniu się mojego wnuczka Patrika, gdy przyszedł do mnie ówczesny prezes Optimusa i zaproponował wspólne zagospodarowanie terenu fabryki poprzez stworzenie Ośrodka Badawczo-Rozwojowego. Ze współpracy z Optimusem S.A. niewiele wyszło, z uwagi na późniejsze nieporozumienia głównych akcjonariuszy, ale impuls pozostał. Już wiedziałem, gdzie istnieje możliwość skokowego rozwoju – obszar badań naukowych, wdrożeń do gospodarki wsparty pieniędzmi z UE! Po następnych czterech miesiącach „byłem już w domu” gdy w gronie naszych absolwentów w czasie nieformalnej „burzy mózgów” powstał pomysł utworzenia przy WSB-NLU Miasteczka Multimedialnego, który później w ciągu miesiąca wraz z dwójką swoich najbliższych współpracowników przetworzyliśmy na projekt i znaleźliśmy odpowiednie miejsce w Programie Operacyjnym „Innowacyjna Gospodarka”, z którego mógłby być finansowany. Dzisiaj pomimo tego, że jeszcze nic się formalnie nie stało, mamy zupełnie inną uczelnię i mamy też pieniądze (trudno było jeszcze rok temu w to uwierzyć) na realizację tego projektu. Ale mamy coś co jest znacznie ważniejsze – pomysł jak rozwijać WSB-NLU w najbliższych 15 latach.

         Przygotowując się od roku do rozpoczęcia ostatniej swojej kadencji rektorskiej postanowiłem zaprosić do współpracy nowych ludzi prof. Jacka Leśkowa i dra Krzysztofa Głuca, nie dlatego, że ich poprzednicy byli słabi, odwrotnie prof. Marek Capiński i dr Andrzej Gwiżdż świetni byli, ale po 7 latach budowania Uczelni mogli czuć się zmęczeni, a nowe wyzwania wymuszały nowe pomysły i sposoby ich realizacji. Tak samo zmienieni zostali wszyscy dziekani, częściowo te zmiany wymusiła ustawa „prawo o szkolnictwie wyższym” ale motywacja była jasna – trzeba stworzyć zespół, który pociągnie Uczelnię już sam, bez mojego udziału po 2014 roku. Dopiero w lipcu dotarła do mnie prawda okrutna, że te zmiany nie wystarczą, że w instytucji autorskiej dopiero zmiana szefa, lidera przekona wszystkich pracowników i interesariuszy, że to naprawdę nadchodzi nowy etap w działalności instytucji.

         Bardzo jestem dumny, że w krótkim czasie potrafiłem się wznieść ponad swój prywatny interes. Przecież mogłem pozostać rektorem do 2014 roku, zbierać nadal nagrody i wyróżnienia i korzystać z efektów swoich dotychczasowych dokonań, a „orać” innymi, pozostającymi w drugim szeregu. Ale co jest ważniejsze – interes instytucji, w której pracuje 355 osób i studiuje ponad 5000 studentów (wraz z Wydziałem w Tarnowie) czy też interes pojedynczego człowieka, nawet gdy jest on twórcą i liderem tej instytucji. Odpowiedź jest oczywista – jeżeli poważnie myśli się o instytucji to jej interes jest ważniejszy. I teraz dochodzimy do dra Richarda Magnera – Waszego nowego Rektora. Tak jak 16 lat temu mając kłopoty ze stworzeniem dobrego programu studiów biznesowych sięgnąłem po doświadczenie amerykańskie, które pozwoliło nam uzyskać gigantyczny sukces, także teraz od momentu, kiedy zdecydowałem o swojej rezygnacji zacząłem szukać swojego następcy w USA. Dlaczego? – to proste. Jeżeli chcemy osiągnąć sukces w obszarze, który najlepiej funkcjonuje w USA, to musimy wziąć amerykańskie doświadczenie, jeżeli chcemy też umiędzynarodowić jeszcze bardziej WSB-NLU to potrzebny jest człowiek, który myśli globalnie. O wyborze zdecydował fakt, że dr Magner pracował wiele lat dla światowego lidera nowych technologii – Motoroli, a później okazało się, że pracował aż w 19 państwach świata na trzech kontynentach.

         Po trzech tygodniach października widzę, że moja decyzja była słuszna. Atmosfera zmiany dominuje w Uczelni i ożywiła wiele osób.

         Co ze mną? Odzyskałem świeżość myślenia, energię i zapał do nowych przedsięwzięć. Pozbawiłem się dławiącego mnie przez długi okres stresu. Wiem, że idziemy w dobrą stronę. Dla mnie nadal przyszłość WSB-NLU jest najważniejsza. Wszystko inne – Miasteczko Multimedialne, inne projekty są tylko narzędziami służącymi realizacji celu głównego – uzyskanie w ciągu kilkunastu lat pozycji jednej z najlepszych uczelni świata globalnego.

         A co do relacji Krzysztofa Pawłowskiego ze studentami i absolwentami nic się nie zmienia czego dowodem był mój udział w TBI i dość intensywny rock and roll a także symboliczna utrata kolejnego krawata!
o mnie | kontakt | okiem przedsiębiorcy | w prasie | relacje z absolwentami | niezwykły album | wywiady
Krzysztof Pawlowski 2007 © Wszystkie prawa zastrzeżone