Inblanco, kwiecień 2005

    Zostałem poproszony przez Redakcję InBlanco o napisanie tekstu wspomnieniowego o Ojcu Świętym. Nie jest mi łatwo – nie ukrywam, że bardzo przeżywam Jego śmierć, choć jako człowiek wierzący rozumiem, że to jest tylko przejście do Nowego Życia. Mam wrażenie, że nasze odczucia to nie tylko żal po odejściu bardzo bliskiej Osoby, ale to rodzaj naszego strachu przed faktem, że przyjdzie nam Polakom, żyć bez tej nadzwyczajnej Osoby, która dawała nam tak wielkie poczucie dumy, ale i swoistego bezpieczeństwa.

    Dla ludzi mojego pokolenia, którzy w życie dorosłe wchodzili na przełomie lat 60 i 70-tych wybór Księdza Kardynała Karola Wojtyły na Papieża był fantastycznym impulsem nadziei w tamtych czasach, które Waszemu pokoleniu trudno sobie wyobrazić. Życie młodego pokolenia Polaków w tamtych czasach było szare, ambicje naturalne dla młodych ludzi musiały być bardzo ograniczone. Z Polską jako państwem nikt się w świecie nie liczył. Perspektyw nie było żadnych, każdy z nas młodych swoje nadzieje, plany ograniczał do najbliższej rodziny i najbliższej przyszłości. Szczytem luksusu był wyjazd za granicę na wakacje (oczywiście z namiotem) za oszczędzone przez cały rok pieniądze, w sytuacji, gdy miesięczne zarobki wynosiły 20-30 USD.

    W to szare nasze życie uderzył 16 października 1978 roku grom – nieprawdopodobne uczucie szczęścia, satysfakcji i dumy, że to Polak został Papieżem. Czas do pierwszej pielgrzymki przeszedł bardzo szybko. Ja miałem możliwość wiele razy uczestniczyć w spotkaniach z Papieżem, zarówno w czasie Jego pielgrzymek do Polski, jak i w Watykanie, a jednak najsilniej przeżyłem udział w Mszy Świętej na Błoniach Krakowskich podczas pierwszej pielgrzymki w czerwcu 1979 roku. Stałem wraz z Żoną i dwójką najbliższych przyjaciół w tłumie, daleko od ołtarza, zmęczony podróżą i czekaniem. Tak było do początku kazania – wówczas stało się coś niezwykłego, niesamowita cisza i napięcie. Słuchałem słów Ojca Świętego jak skamieniały i pamiętam ostatnie kilka zdań – one były jak uderzenie obuchem – „nie zapomnijcie o korzeniach, z których wyrośliście”. Wiele razy rozmawiałem później z uczestnikami tamtej Mszy Świętej i odczucia były podobne – stało się wówczas coś dziwnego co zmieniało nasze życie, sposób postępowania, zdeterminowało wielu z nas do działania. Nie ma co ukrywać, bez pielgrzymki, bez słów wypowiedzianych przez Ojca Świętego w Warszawie i Krakowie nie byłoby cudu Solidarności w sierpniu 1980 roku i tego wszystkiego co stało się później, a czego pozytywne rezultaty Wy sami możecie doświadczać dzisiaj. Sam osobiście mogę stwierdzić, że jestem „dzieckiem” tamtej pielgrzymki. Miałem szczęście, że przed 1979 rokiem nie utraciłem wewnętrznej wolności, ale to było wszystko. Moje życie publiczne zacząłem pod koniec 1980 roku, kiedy zainicjowałem powstanie w Nowym Sączu Klubu Inteligencji Katolickiej i zostałem jego prezesem. Nie ukrywam, że przełom nastąpił wtedy, w czerwcu 1979 roku na Krakowskich Błoniach, gdy wziąłem do siebie słowa Ojca Świętego o potrzebie odnowy. Jestem wielkim dłużnikiem Ojca Świętego, korzystałem z Jego nauk, analizowałem Jego postępowanie, próbowałem nieudolnie podpatrywać Jego sposób działania, będzie mi tak całkiem po ludzku, bardzo Jego brakowało. Piszę te słowa we wtorek 5 kwietnia, chciałem z tego miejsca Wam serdecznie podziękować za wasz udział we wczorajszej Mszy Świętej w naszym Oratorium. Wasz tak liczny udział i wasze skupienie było dla mnie wielkim wsparciem – uprzytomniłem sobie, że jednak Ojciec Święty żyje – w każdym z nas i że wy jesteście cudownym rezultatem tej gigantycznej pracy jaką przez życie wykonał On – największy ze wszystkich Polaków – Jan Paweł Wielki – Papież.
o mnie | kontakt | okiem przedsiębiorcy | w prasie | relacje z absolwentami | niezwykły album | wywiady
Krzysztof Pawlowski 2007 © Wszystkie prawa zastrzeżone