Nasz Beskid , kwiecień 2006

    Niemal codziennie wracając ze Szkoły do domu przejeżdżam obok dużego bilbordu, na którym Pan Jacek Chronowski informuje, że zamierza startować w wyborach prezydenta Nowego Sącza. Kiedy przeczytałem tę informację pierwszy raz to pomyślałem sobie, że Pan Jacek wzoruje się na najlepszych – bo pierwszy wystąpił z taką informacją, wyprzedzającą oficjalny ustawowy termin reklamowania się przed wyborami obecny Pan Prezydent RP Lech Kaczyński. Ale zostawmy na boku kwestię czy jest to zgodne z prawem czy też prawo delikatnie omija. Znacznie poważniejszym problemem jest kto ma być następnym prezydentem Nowego Sącza. Media sądeckie co kilka dni informują o innych zgłaszających się lub niewykluczających startu kandydatach. Można ich z grubsza podzielić na dwie grupy – tych którzy przegrali jakieś wybory (np. parlamentarne) i oddają swoje cenne osoby, swoje kontakty, doświadczenie do dyspozycji wyborców oraz tych, którzy jeszcze prezydentem nie byli, natomiast uważają, że mogliby być. Jednego ani razu nie przeczytałem ani nie usłyszałem – po co chcieliby być prezydentem Nowego Sącza, nie biorąc pod uwagę prestiżu, wynagrodzenia czy siły stanowiska. To odwieczny problem każdych wyborów, bo albo wyborca głosuje na program (który zazwyczaj nie jest realizowany) albo na swoją partię (która mu często później robi niespodzianki – np. zawierając księżycowe koalicje) albo na osobę (którą zna, ufa jej, ceni ją) i jedyne co może zrobić w wyniku, gdy później przekonuje się, że się pomylił to odegrać się w następnych wyborach.

    Osobiście uważam, że dla nas, to jest mieszkańców samego miasta, ale i całej Sądecczyzny wybory prezydenta Nowego Sącza, a także starosty i radnych są znacznie ważniejsze niż zeszłoroczne wybory parlamentarne i prezydenckie. Powód jest prosty – to bezpośrednie władze samorządowe najsilniej wpływają na jakość naszego życia, a więc i pracy. Ten wpływ będzie coraz silniejszy w miarę jak prezydent, starosta czy rada miasta i powiatu będą mieli do dyspozycji coraz silniejsze narzędzia pozwalające wpływać na zmiany dokonujące się tutaj. Dostęp do środków Unii Europejskiej to przykład narzędzia dostępnego, ale takiego, o który warto walczyć – i to rozumem. Chciałbym usłyszeć i przeczytać co kolejni zgłaszający się kandydaci chcą zrobić po wyborze na funkcję prezydenta czy starosty i to nie w zakresie administrowania (bo to jest łatwe) tylko w zakresie planowania strategicznego i realizacji strategii. Jednym zdaniem chciałbym wiedzieć jak ich zdaniem powinien wyglądać i czym być Nowy Sącz, Sądecczyzna za 10, 20 i 30 lat. Dopóki tego nie będę wiedział to na nikogo nie zagłosuję, bo wiem, że mój głos (tak samo jak każdego innego wyborcy) jest najważniejszy, wręcz bezcenny, bo może zdecydować czy będę się czuł w Nowym Sączu dobrze czy tylko tak sobie i czy za 20 lat mój wnuk Patrik uzna Nowy Sącz za miejsce, w którym będzie mógł realizować swoje marzenia i plany życiowe.

    Tak na marginesie mam rosnące i coraz silniejsze przekonanie, że nowe czasy potrzebują nowych ludzi. Znam kilku potencjalnych kandydatów na prezydenta i niektórych lubię i szanuję. Uważam jednak, że są tak mocno związani z obecną sytuacją, ludźmi i są tak spętani rutyną (która zawsze przeszkadza), że będzie im bardzo trudno dokonać skoku jakościowego, a taki jest potrzebny w myśleniu o przyszłości Nowego Sącza. Uważam, że przyszedł czas na zmianę pokoleniową – ludzie z pokolenia 50- czy 60-latków powinny dostać medale i listy wdzięczności, a odpowiedzialność za przyszłość miasta powinni wziąć 30- i młodzi 40-latkowie, bo tworząc programy, będą także myśleli, nie tylko o interesie publicznym – oczywiście najważniejszym, ale także o swojej przyszłości i swoich rodzin. Nie mam własnych kandydatów, a ten felieton ma tylko jedno zadanie – ośmielić i zachęcić tych młodych, którzy mają żyłkę działania wspólnego.

o mnie | kontakt | okiem przedsiębiorcy | w prasie | relacje z absolwentami | niezwykły album | wywiady
Krzysztof Pawlowski 2007 © Wszystkie prawa zastrzeżone