Wstaję około 6 rano. Najintensywniej pracuję od 7.00 do 10.00. w domu i nie używam komputera. Muszę mieć za to koniecznie czarny długopis i papier w kratkę. Tylko wtedy mogę pisać z prędkością jednej strony gotowego tekstu na 25 minut. Najlepiej mi się pisze, gdy coś lub ktoś mnie zdenerwuje. Wtedy ujawnia się we mnie pasja polemiczna.

     Kiedy w szkole średniej (I LO w Nowym Sączu) dostałem się do klasy z wieloma synami znanych sądeckich rodzin, postanowiłem sobie, że wyprzedzę wszystkich. Już po drugim semestrze byłem najlepszy. Dążenie do tego, aby być najlepszym, perfekcyjnym, towarzyszyło mi stale. Nie przyjmuję do wiadomości, że coś nie jest możliwe. Jestem uparty i nie załamuję się kłopotami. To co, że się coś nie udaje od razu? Uda się za pięć lat.

     W 1964 roku rozpocząłem studia na Wydziale Matematyki, Fizyki i Chemii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Uważam, że dobremu wykształceniu fizycznemu zawdzięczam umiejętność wyciągania wniosków, budowania korelacji, odkrywania wzajemnych powiązań w bardzo odległych obszarach. Gdybym miał wskazać człowieka, któremu w jakieś mierze zawdzięczam tę umiejętność, to byłby nim profesor Chyliński. Był bezwzględny, wszyscy studenci się Go bali, nie wystarczyło umieć, trzeba było także umieć myśleć. Pamiętam jaką czułem satysfakcję, kiedy na egzaminie powiedział mi: umiesz myśleć. Bo on zadawał pytania, które całkowicie wykraczały poza schemat i poza to, czego się uczyliśmy. Sprawdzał czy wiedzę, którą wynieśliśmy z wykładów, potrafimy wykorzystać do przetwarzania informacji, do kreowania nowej rzeczywistości.

     Przełom lat 80 - tych i 90 - tych kompletnie zmienił moje życie. Przez niemal 19 lat byłem szczęśliwym człowiekiem żyjącym w bezpiecznym, stabilnym "kokonie" prowadzonych przez siebie badań, pracując w tworzonym przez siebie od podstaw laboratorium fizyki grafitu. Ale już od początku lat 80-tych tworzyłem instytucje: Klub Inteligencji Katolickiej w Nowym Sączu, Polskie Towarzystwo Grafitowe, zaangażowałem się w działalność "Solidarności".

     W czerwcu 1989 skoczyłem w ciemność, bo tak można było ocenić ówczesną decyzję o kandydowaniu do Parlamentu (w latach 1989-93 senator I i II kadencji Senatu RP) zupełnie nie zdając sobie sprawy, że powrót do poprzedniego życia nie będzie możliwy. Polityka była dla mnie powinnością (uczestnictwo w rozwaleniu komunizmu) ale i niezwykłą przygodą intelektualną, możliwością budowania nowego, wolnego państwa, tworzenia instytucji. Od samego początku nie znosiłem tylko jednego - nudnej pracy parlamentarzysty.

     Już na samym początku "nowego życia" tzn. w październiku 1989 r. zdarzyło się coś, co w następnych kilku latach do reszty wywróciło moje życie. W październiku 1989 r. w czasie politycznej podróży studyjnej w Niemczech zobaczyłem pierwszą w życiu szkołę biznesu. Wiem, że to brzmi niewiarygodnie, ale cóż ja na to poradzę, rzeczywiście z całej dziesięciodniowej i niezwykle intensywnej podróży z dziesiątkami wizyt i spotkań pamiętam z całą ostrością tylko tę, jedną wizytę i rozmowę z tamtejszym dyrektorem i kilkunastoosobową grupą roześmianej i wyluzowanej młodzieży.

     A potem, stało się....rozpocząłem budowanie Szkoły. Wymarzyłem, zrobiłem ją dlatego, że byłem nieodpowiedzialny. Kiedy zobaczyłem 64 pierwszych swoich słuchaczy, pomyślałem, że nie mogę ich zawieść. Ci ludzie mogli przecież iść na uczelnie państwowe, a uwierzyli w mój pomysł. To był najsilniejszy bodziec do działania. Później przychodziły następne - ich fascynujące kariery. Oceniając to z dzisiejszej perspektywy i wiedzy (często bardzo bolesnej), którą po drodze zdobyłem, z racjonalnego punku widzenia, to nie mogło się udać w Nowym Sączu.

     Kiedy zrealizuję wszystkie plany dotyczące Szkoły, wymyślę sobie coś innego. Robienie nowych, niezwykłych rzeczy jest tak fascynujące, że nie ma tu nawet miejsca na wielkie słowa: misja historyczna. Radość tworzenia - to jest to, co daje nieprawdopodobną siłę i satysfakcję. Ja po prostu uwielbiam projektować, budować.

     Mogę powiedzieć o sobie, że mam poczucie spełnienia. Swojego sukcesu nie mierzę w kategoriach materialnych. Uczelnia to żaden biznes. Ryzykując etykietkę sentymentalisty powiem, że ja po prostu kocham patrzeć jak moje dzieciaki rosną, dojrzewają i mam nadzieję, że w przyszłości jeszcze zobaczę jak moi najlepsi absolwenci zaczną zmieniać świat i to w dobrą stronę.

o mnie | kontakt | okiem przedsiębiorcy | w prasie | relacje z absolwentami | niezwykły album | wywiady
Krzysztof Pawlowski 2007 © Wszystkie prawa zastrzeżone