Kongres Grupy Ergo Hestia. Marka wiedzy.

Berlin, 21-23 Listopada 2009

Krzysztof Pawłowski

    *

    Dziękuję za zaproszenie. Czuję się niezwykle zaszczycony, dodatkowo mogąc wystąpić z takimi ludźmi jak słynny prof. Wiktor Osiatyński czy megagwiazda Adam Michnik. W podobnej roli jak dzisiaj występuję po raz trzeci. Pierwszy raz na dorocznym spotkaniu Enterprise Investors w 2007 r., drugi raz w charakterze polskiego innowatora razem z Jurkiem Owsiakiem na zeszłorocznym spotkaniu polskiego oddziału Googla, ale po raz pierwszy mam przed sobą długie wystąpienie. Zostałem przedstawiony w materiałach kongresowych, ale przyznam się, że sam do końca nie wiem kim jestem – na pewno byłym fizykiem, byłym politykiem, a teraz – przedsiębiorcą społecznym, kreatorem zmiany, marzycielem, innowatorem, liderem okresu transformacji, a prywatnie człowiekiem szczęśliwym, choć ciągle szukającym spełnienia – tego największego – w przyszłości.

    Na początku chciałbym opowiedzieć Państwu swoistą bajkę – historię powstania mojej sądeckiej Szkoły Biznesu – za każdym razem gdy ją opowiadam mam wrażenie, że słuchający są przekonani, że ją koloryzuję, upiększam. A ja naprawdę mówię całkowitą prawdę. Tak było – choć brzmi to trochę nieprawdopodobnie. W 1989 moje życie gwałtownie się zmieniło. Ze spokojnej pracy w laboratorium badawczym, w którym zajmowałem się fizyką grafitów i węgli poprzez wygrane wybory 4 czerwca zostałem Senatorem Rzeczpospolitej i zacząłem uczestniczyć w historycznym procesie odzyskiwania przez Polskę niepodległości. Wtedy też poznałem Adama Michnika, który był jednym z liderów naszego Obywatelskiego Komitetu Parlamentarnego. To właśnie z ramienia OKP na początku września 1989 roku wraz z grupą kilkunastu posłów i senatorów wyjechałem na tygodniową podróż studyjną do Niemiec. Gospodarz – Fundacja Adenauera pokazywali nam działalność typowych instytucji świata demokratycznego i wolnego rynku. Wśród dziesiątek innych instytucji i organizacji zawieziono nas do niewielkiej, ale bardzo elitarnej prywatnej szkoły biznesu w Vallendar koło Koblencji. To ciekawe w 1989 roku niemal całe szkolnictwo wyższe w Niemczech Zachodnich było państwowe i darmowe – można było studiować nawet 10 lat bez płacenia czesnego bo Niemcy w ten sposób obniżali sobie bezrobocie, a nam zamiast któregoś ze sławnych państwowych uniwersytetów pokazano prywatna uczelnię biznesową. Ja w czasie tej wizyty przeżyłem swoistą iluminację – proszę zwrócić uwagę – nigdy wcześniej nie pracowałem na uczelni, całe swoje życie zawodowe związałem z działalnością badawczą, nie dydaktyczną. Czesne w Vallendar było bardzo wysokie – 12 tysięcy marek rocznie dla Polaka w 1989 to były niemal niewyobrażalne pieniądze, a przecież do tego dochodziły koszty utrzymania. Na jedno miejsce w tej szkole aplikowało co roku ponad 100 osób (było tylko 100 miejsc). Program studiów był zabójczy – jeden z semestrów trzeba było studiować w jednej z zaprzyjaźnionych uczelni w jednych z państw europejskich i to poza krajami niemiecko i anglojęzycznymi. Zapytałem dyrektora jak sobie studenci z tym dają radę – odpowiedź była krótka. Panie Senatorze – oni mają być menedżerami w zjednoczonej Europie – to ich problem. Poprosiłem Dyrektora o spotkanie ze studentami – minęło kilka minut – ktoś po mnie przyszedł i zaprowadzono mnie pod drzwi jakiejś sali (bo był to zameczek i pamiętam, że to były piękne stare rzeźbione drzwi) – myślałem słysząc wcześniej o programie studiów, że zobaczę wyblakłych, przemęczonych młodych ludzi a zobaczyłem kolorową, roześmianą grupkę około 10 dziewczyn i chłopców. Zapytałem dlaczego zdecydowali się na studia w tej uczelni pomimo wysokiego czesnego, wysokiego progu na wejściu (1:100) - odpowiedź była krótka – po tej szkole my nie szukamy pracy tylko wybieramy firmę, w której chcemy pracować. I wiem, że to brzmi jak bajka ale nic na to nie poradzę – pod tymi drzwiami powiedziałem sobie – zrobię taką szkołę w Nowym Sączu i będzie to najlepsza szkoła biznesu w Polsce !

    Później były niemal dwa lata chodzenia po ludziach, szukania sojuszników, aż 1 października 1991 na dziedzińcu Pałacu Stadnickich (12 km od centrum Nowego Sącza) odbyła się pierwsza inauguracja roku akademickiego – jeszcze tylko dwuletniej pomaturalnej szkoły biznesu i sekretarek, ale maszyna ruszyła. Ja przez te dwa lata działałem jak w amoku – bez jakiejkolwiek chwili refleksji dążąc za wszelką cenę do startu. Mam wrażenie, że tu mamy wiele wspólnego z początkami Hestii. Pierwsze otrzeźwienie przyszło w czasie uroczystości inauguracji, na którą zaprosiłem sporo VIP-ów z Warszawy, m.in. Ministra Przemysłu Prof. Zawiłślaka, gdy spojrzałem na stojących przede mną 64 pierwszych studentów i uprzytomniłem sobie, że nie mamy nic, Szkoła tak naprawdę nie istnieje a tych 64 młodych ludzi i ich rodzice uwierzyli mnie i mojej idei, to zrobiło mi się zimno przysięgnąłem sobie po cichu żeby nie wiem co miało się stać nigdy ich nie zawiodę. Wspomnienie tego momentu było dla mnie najsilniejszym napędem motywacyjnym przez następne 4 lata aż ta grupa skończyła studia. Po inauguracji zaczął się pięcioletni koszmar – brakowało wszystkiego – zaczynając od programu, kadry, kończąc na pieniądzach. Tworzyliśmy Szkołę z funduszem założycielskim 2 tysiące dolarów, a przez pierwsze 2 lata mieliśmy tylko bardzo drogie studia stacjonarne i zero pomocy państwa. Istotną innowacją, bez której nie byłoby późniejszego sukcesu było znalezienie uczelni partnerskiej w Stanach Zjednoczonych i oparcie szkoły o ich program studiów i o ich kulturę organizacyjną. Niezwykle ważnym czynnikiem sukcesu było powszechne poparcie polskich (a później także zagranicznych) mediów. To media bez jednej naszej złotówki uczyniły WSB-NLU powszechnie znaną, zanim rozsławili nas nasi absolwenci. Ja ze śmiechem teraz opowiadam, że przez 5 lat byłem pierwszym żebrakiem Rzeczpospolitej bo czesne było niskie (bo nie chciałem żeby było barierą dla zdolnych ale niezamożnych) a studentów było jeszcze za mało. Ale to żebranie nie było przyjemne, po drodze przegrałem kolejne wybory w 1993 roku (brakło tylko 2 tysięcy głosów) bo część wyborców uznała, że pracuję dla „bogatych”, ale swojej obietnicy złożonej wyborcom, że zrobię najlepszą szkołę biznesu w Polsce dotrzymałem – po raz pierwszy ranking „Wprost” wygraliśmy w 1996, a więc po 5 latach od założenia Szkoły. A w 1997 przekroczyliśmy break-even point tzn. punkt przełamania budżetu, tzn. stan, w którym roczne dochody z czesnego przekroczyły całkowite koszty funkcjonowania Szkoły. Po tym nastąpiło 7 lat tłustych 1999-2005, ale to już na całkiem osobną opowieść. Dodam tylko, że zaczynaliśmy bardzo skromnie od 1000 m2 w Pałacu Stadnickich, później stopniowo przystosowywaliśmy pomieszczenia w budynku administracyjnym byłego kombinatu budowlanego już w Nowym Sączu, później zaczęły się coraz większe inwestycje zakończone w 2003 roku. Mogę powiedzieć, że obecnie dysponujemy nowoczesną infrastrukturą pozwalającą na komfortowe studiowanie około 3 tysięcy studentów stacjonarnych i 2 tysięcy studentów zaocznych. Jeżeli chodzi o infrastrukturę informatyczną, nie tylko komputery, ale i narzędzia np. Internet czy własną platformę edukacyjną to zgodnie wszyscy nas odwiedzający twierdzą, że jesteśmy najlepsi w Polsce. Ale mnie szczególną satysfakcję sprawia jak ze zdumieniem odwiedzający nas kolejny profesor z amerykańskiego uniwersytetu stwierdza, że infrastruktura informatyczna jest u nas lepsza niż w jego macierzystym uniwersytecie. To wszystko osiągnęliśmy niemal bez pomocy państwa, bo z 50 mln zł inwestycji tylko 3,2 mln zł pochodziło ze środków budżetowych.

    **



    Hasłem dzisiejszego Kongresu jest wiedza i temu tematowi jest poświęcona pozostała część mojego wystąpienia. Na oczach mojego pokolenia dokonała się wielka rewolucja, której rezultaty będą także w przyszłości wpływały w sposób znaczący na losy świata – to zmiana wartościowania zasobów jakimi dysponuje ludzkość. Jeszcze niedawno, kilkadziesiąt lat temu o pozycji i bogactwie państw, ale także korporacji decydowała własność zasobów surowców, szczególnie energetycznych i strategicznych, zasoby kapitałowe, posiadane technologie. Teraz najważniejszym zasobem decydującym o szansach rozwojowych państw i korporacji stali się ludzie – zgromadzony kapitał intelektualny, a jeszcze precyzyjniej umiejętność jego innowacyjnego użycia. Błyskawiczne kariery z niczego i obecne bogactwo takich ludzi jak Bill Gates (który za życia stał się symbolem nowej ery) czy twórców Googla (Larry’ego Page’a i Siergieja Brina) najlepiej pokazują jaką potęgą w skali globalnej stała się wiedza. Ta zmiana niesie za sobą kolejne – wielki myśliciel prof. P. Drucker pierwszy zauważył, że w państwach rozwiniętych pod koniec XX wieku doszło do kolejnej wyraźnej zmiany, dominującą społecznie, ale i długo także politycznie w IXX i XX wieku warstwę, klasę robotników fizycznych na szczycie drabiny społecznej zastąpili robotnicy wiedzy („knowledge workers”) ludzie, którzy w swojej pracy zawodowej zamiast rąk i narzędzi skonstruowanych do produkowania czegoś przy pomocy rąk używają swojego umysłu. Robotnicy wiedzy to Wy – to ludzie, którzy ukończyli studia wyższe, pracują głową, stale uzupełniają swoją wiedzę, są zdolni do elastycznego i innowacyjnego jej użycia, są otwarci na zmianę, potrafią pracować w zespołach i wiedzą, że synergia wiedzy zgromadzonej w umysłach grupy osób może prowadzić do osiągnięcia nieoczekiwanych rezultatów.

    Zmianie znaczenia zasobów towarzyszy rozwój gospodarki opartej na wiedzy. Już nie prosta produkcja rzeczy – nawet najbardziej skomplikowanych przynosi największe zyski – obecne kłopoty wielkich koncernów samochodowych, nie tylko amerykańskich są najlepszym tego przykładem.

    Ale jeszcze lepszym dowodem na to, że największą wartość dodaną uzyskuje się w nowych dziedzinach jest niezwykła siła gospodarcza trzech małych państw pozbawionych surowców, wielkich terytoriów - Singapuru, Hongkongu i Finlandii. Te trzy państwa postawiły najwcześniej na rozwój gospodarki opartej na wiedzy, w której zasadniczym zasobem na którym opiera się rozwój jest wiedza i innowacja. Te trzy państwa zbliżają się, a może już osiągnęły ten poziom zmiany, w którym ich społeczeństwa stają się w pełni społeczeństwami wiedzy.


    2008

    Ludność

    PKB

    Indeks innowacyjności

    Finlandia

    5,3

    272

         9,50                               (3)

    Hongkong

    7,0

    207

         8,76                              (16)

    Singapur

    4,6

    167

         8,44                              (21)

    Polska

    38,0

    528

         5,81                              (44)


    Źródło: Cisco_Innovation_Complete.pdf


    W czym przejawia się najsilniej przewaga wiedzy nad tradycyjnymi zasobami oraz przewaga firm wiedzy nad firmami tradycyjnej gospodarki – brutalnie rzecz ujmując w wysokości osiąganych zysków – w firmach tradycyjnych wytwórczych prawdopodobny zysk to kilka, a co najwyżej kilkanaście procent, w przypadku firm wiedzy – używając angielskiego zwrotu „sky is the limit” – jeszcze raz nawiązując do Getsa czy Page’a i Brina wartość giełdowa Microsoftu czy Googla podzielona przez liczbę lat działania firm najlepiej to pokazują.

    Ostatnie lata pokazują, że optymalną nową wartość dodaną uzyskuje się wtedy gdy wiedzy towarzyszy stale innowacja. To ważne zjawisko i warto się z nim oswoić. Wciąż w Polsce kojarzy się innowacje tylko z wysokimi technologiami, nowoczesnymi produkcjami a innowacja może pokazać się wszędzie – w każdym biurze, w bibliotece, szkole,... Innowacją jest każda zmiana w procesie produkcyjnym, w usłudze, w wytworzonym produkcie, innowacją będzie też wytworzenie wśród potencjalnych klientów czy odbiorców zapotrzebowania na nową wersję produktu, usługi i to w najróżniejszej formie. Nie ulega wątpliwości w tych nowych obszarach leżą (i czekają) największe pieniądze. Trzeba tylko wpaść na pomysł. Ale najpierw trzeba uwierzyć, że to jest możliwe i że do takich nowych rzeczy jestem zdolny i przygotowany.

    ***



    Spójrzmy na dokonujące się obecnie zmiany oczami „zwykłego człowieka” – pracownika firmy.

    • Coraz częściej szefowie firmy będą na niego patrzyli jako na zasób, potencjalne źródło zysków, a nie na problem, kłopot czy pozycję bilansu związaną z koniecznością płacenia ZUS-u.
    • W firmach wiedzy częstym zjawiskiem jest spłaszczenie struktur organizacyjnych, coraz więcej osób zajmować będzie stanowiska samodzielne bądź przechodzić wręcz na samozatrudnienie co z jednej strony daje większe poczucie wolności, samodzielności i satysfakcji ale z drugiej strony stwarza większą odpowiedzialność za rezultaty pracy a czasami także zwiększa poczucie zagrożenia.
    • Niewątpliwie w firmach wiedzy większa część pracowników firmy przeżywa coś co dla mnie osobiście jest jednym z najsilniejszych motywatorów w moi życiu – radość tworzenia czy współtworzenia czegoś nowego, gdy praca przestaje być smutną, powtarzalną i monotonną koniecznością (bo musimy za coś żyć) a staje się atrakcyjnym uczestnictwem w kreowaniu czegoś nowego.
    • Praca w firmach wiedzy wiąże się z dwoma twardymi konsekwencjami:

      • - koniecznością kształcenia się przez całe zawodowe, aktywne życie
      • - koniecznością stałego otwarcia się na zmianę, w tym zmianę zawodu czy wykonywanej pracy


    Dla fizyka konieczność stałego uczenia się, kontaktu niemal codziennie z literaturą naukową w obszarze swoich badań zawsze była oczywistością. Inaczej w ciągu roku traciło się kontakt z nauką światową. Ale tak było i jest tylko z naukowcami. Obecnie liczba ludzi zmuszona do stałego uzupełnienia i aktualizowania wiedzy gwałtownie rośnie. Świadczy o tym dla przykładu dynamiczny rozwój studiów podyplomowych w Polsce. Obecnie wcale nierzadkim przypadkiem są osoby, które mają ukończone 3 czy 4 programy studiów podyplomowych i wiele krótszych szkoleń. Jedną z cech nowej gospodarki jest też coraz większe tempo zmian. To powoduje, że statystycznie w państwach rozwiniętych młody człowiek wchodzący obecnie w życie dojrzałe ma przed sobą 5 do 7 zmian miejsca pracy lub nawet zmiany zawodu. Tak więc tą otwartość na zmianę musi on mieć wpisaną w siebie jako coś normalnego, a nie osobistą tragedię. Niewątpliwie rozwój szkolnictwa wyższego w Polsce w ciągu ostatnich 20 lat i rozwój firm szkoleniowych niesłychanie ułatwia samokształcenie. Praktycznie wszędzie, nawet w małych miastach można znaleźć ośrodki zamiejscowe czyli filie lepszych czy gorszych uczelni, ale osoba która chce się uczyć bez kłopotów znajdzie także jakościową bardzo dobrą i dostępną ofertę dla siebie. Dodatkowo ogromne środki z Europejskiego Funduszu Społecznego spowodowały, że wiele programów studiów podyplomowych, dłuższych czy krótszych szkoleń jest niemal za darmo albo wręcz za darmo. Tylko trzeba chcieć się uczyć. Czy warto?

    Według mnie – bardzo bo:

      1° z każdym ukończonym szkoleniem czy programem studiów podyplomowych będę miał mocniejsze poczucie własnej wartości, będę w pracy czuł się pewniej.
      2° jest większa szansa, że dzięki nowej wiedzy, ale także dziesiątkom nieformalnych rozmów z uczestnikami szkoleń czy studiów, dostrzegę w swojej pracy coś nowego czego dotychczas nie dostrzegałem.
      3° jest duża szansa, że z każdym nowym szkoleniem, z każdym zdobytym i przemyślanym nowym zasobem wiedzy stanę się bardziej elastyczny, lepiej będę się dostosowywał do zmieniających się warunków pracy a co jeszcze ważniejsze do zmieniającego się otoczenia.
      4° jest też wysoce prawdopodobne, że z każdą zdobytą nową kwalifikacją, umiejętnością stanę się jeszcze bardziej przydatny dla swojego pracodawcy, a dzięki temu też wzrośnie moje wynagrodzenie.
      5° wreszcie lepiej będę rozumieć otaczający mnie świat i zjawiska w nim zachodzące, a więc będę się w nim pewniej czuł i nie będę też podatny na zewnętrzne manipulacje.


    W Polsce kończy się pierwszy moim zdaniem najłatwiejszy okres transformacji – okres przystosowania się polskiej gospodarki do warunków wolnego rynku i warunków istniejących we współczesnym świecie. Zrobiliśmy w ciągu ostatnich 20 lat niewyobrażalnie dużo, ale wciąż jesteśmy jednym z najbiedniejszych państw Unii Europejskiej, wciąż gonimy liderów, a może lepiej powiedzieć postępujemy za liderami. Od kilku lat, po spełnieniu powszechnie akceptowanych przez społeczeństwo celów – członkostwo w NATO i UE mam narastające wrażenie, że nasza klasa polityczna nie ma pomysłu na przyszłą Polskę. To źle. A mamy jako państwo wielką i niepowtarzalną szansę i o tej szansie chciałbym Wam przez chwilę opowiedzieć. Tą szansą jest budowanie społeczeństwa informacyjnego w Polsce w oparciu o młode pokolenie Polaków. Szczegóły zawarłem w książce napisanej i wydanej w 2004 r., a więc wtedy gdy Polska stała się członkiem UE. Niestety tezy zawarte w tej książce wciąż ta szansa nie jest przez polskie rządy dostrzeżona i realizowana. Polską szansą jest właśnie rewolucyjna zmiana, która dokonuje się w świecie w zakresie znaczenia zasobów. A to oznacza, że podejmując właściwy wysiłek w zakresie inwestycji w polski kapitał intelektualny możemy w ciągu dekady wykorzystać tzw. rentę opóźnienia i przeskoczyć etapy pośrednie rozwoju i zbudować prawdziwe społeczeństwo informacyjne, które zacznie konkurować o najlepsze kawałki tortu z obecnymi liderami. Na to, że jest to możliwe mam dwa dowody – pierwszy – doświadczalny – udało się to Finlandii w latach 90-tych, która po dramatycznym kryzysie gospodarczym (spadek PKP o niemal 30%) zainwestowała w edukację, drugi – że obecnie, na początku lat dwutysięcznych w wiek dojrzały wchodzą najbardziej liczne w historii polski roczniki wyżu demograficznego, jeszcze nigdy tak dobrze nie wykształcone, wychodzące z rodzin ubogich, niezamożnych a często bardzo biednych i mające w związku z tym niezwykle mocną osobistą motywację sukcesu, popartą świadomością konieczności ciężkiej pracy. Jestem pewien, że to współczesne pokolenie obecnych 40-to, 30-to, 20-to i kilkunastolatków to najcenniejszy polski skarb i to niestety skarb w dużej mierze nieodnawialny. Jestem niemal pewien, że ich dzieci lub przyszłe dzieci wychowywane już w znacznie lepszych warunkach nie będą miały tej siły i determinacji jaką obecnie mają ich rodzice. Tak więc póki jeszcze jest czas należy postawić na inwestycje w edukację od szczebla podstawowego do wyższego i rozwój badań naukowych. To wymaga ogromnych zmian w środowisku akademickim, szczególnie wprowadzenia konkurencji przed czym część środowiska akademickiego ostro się broni. Reforma systemu kształcenia i badań naukowych nie jest tematem tego kongresu, ale nie da się mówić o wiedzy i jej efektywnym wykorzystaniu nie mówiąc o obszarze transferu wiedzy, technologii i innowacji z nauki do gospodarki a jeszcze lepiej pomiędzy nauką i gospodarką.

    ****

    Swoje wystąpienie chciałbym zamknąć też bajką tylko nietypową bo bez zakończenia. Opowiedzieć o dwóch niezwykłych projektach, które zamierzam wraz ze swoimi współpracownikami realizować w następnych latach. Jak długo – jak Bóg pozwoli – chciałbym pracować jeszcze minimum 12-15 lat. To zaczęło się 22 stycznia 2006 r. Tego roku bałem się, bo poprzednie dwie okrągłe rocznice urodzin 40-stka i 50-tka źle mi się kojarzyły – za każdym razem była śmiertelna choroba, jak widać wychodziłem z tego, ale nie ma co ukrywać mocno potrzaskany. A tym razem to był najbardziej fascynujący rok w moim życiu bo po pierwsze 22 stycznia a więc dokładnie w dniu Dziadka urodził mi się jedyny Wnuk – mój ukochany Patrik (bardzo długo oczekiwany). A po drugie – 26 stycznia, po czterech dniach przyszedł do mnie ówczesny prezes zarządu Optimusa słynnej z lat 90-tych sądeckiej firmy komputerowej związanej z Romanem Kluską i złożył ofertę, która w sposób istotny wpłynęła na moje, ale nie tylko na moje życie. To był już czas kłopotów Optimusa – firma postanowiła wyprowadzić produkcję komputerów z Nowego Sącza – zostało więc wolne zaplecze produkcyjne i częściowo biurowe więc zaproponował żebyśmy wspólnie Optimus i Szkoła stworzyli ośrodek badawczo-wdrożeniowy. Jego oferta trafiła na właściwy czas – mnie już od dobrego roku nosiło, że powinniśmy iść do przodu, że czysta dydaktyka choćby najlepsza to za mało, a dodatkowo 3 miesiące wcześniej byłem w Kalifornii z wizytą u swojego absolwenta, który tam rozpoczął studia MBA w słynnym Stanford University i widziałem przy okazji Dolinę Krzemową. Tak więc była kolejna iluminacja – musimy znowu skoczyć do przodu – tym razem do ligi światowej budując ośrodek transferu wiedzy i technologii, rozwijając nauki techniczne. Ostatecznie ze współpracy z Optimusem nic nie wyszło, ale pod koniec czerwca w czasie spotkania kilkudziesięciu moich najwybitniejszych absolwentów będących częścią zjazdu absolwentów zwołanego z okazji mojej 6o-tki podczas całkowicie nieformalnej burzy mózgów ktoś (do dziś do końca nie wiadomi kto) rzucił pomysł żeby skoncentrować się wokół obszaru multimediów jako jednego z najszybciej rozwijających się obszarów biznesu ale i badań w świecie. W ślad za tym po kilku dniach na tarasie mojego domu siedząc w trójkę ja, moja córka i nasz przyjaciel z Warszawy zarazem kolega Kingi bardzo dobry spec od środków europejskich napisaliśmy pierwszą fiszkę na projekt Miasteczka Multimedialnego. W sierpniu, a więc po miesiącu zawiozłem projekt ówczesnej Minister Rozwoju Regionalnego Grażynie Gęsickiej, a 27 lutego 2007 Rząd wpisał projekt Miasteczka Multimedialnego na indykatywną listę projektów kluczowych dla rozwoju Polski w działaniu 5.3 PO IG i przeznaczył 100 mln zł na budowę w Nowym Sączu parku naukowo-technologicznego. Teraz zamykamy okres próbny i budowa obiektów o powierzchni 13 tys. m2 ruszy w I kwartale 2010 r. Czym będzie Miasteczko Multimedialne – po pierwsze generatorem rozwoju nowych firm działających w obszarze multimediów i systemów informacyjnych, moim marzeniem jest żeby w ciągu 10 lat powstał zespół firm o przychodach minimum 1 mld zł, Miasteczko Multimedialne ma być impulsem rozwojowym dla Nowego Sącza i regionu Sądecczyzny – krok po kroku przeobrażać Nowy Sącz w miasto wiedzy, wreszcie Miasteczko Multimedialne ma być nowym impulsem rozwojowym dla mojej Uczelni – swoistą trampoliną pozwalającą przeobrazić WSB-NLU w uczelnię klasy światowej. Może ktoś teraz pomyśli, że to nie możliwe – Pawłowski oszalał, ale kilkanaście lat temu prawie wszyscy tak mówili o mnie słysząc o tym, że zamierzam stworzyć w Nowym Sączu najlepszą polską szkołę biznesu. Wtedy nie miałem nic – tylko pomysł, 2 tysiące dolarów i własny upór – teraz na początek mam niezwykle kompetentny zespół młodych ludzi, wsparcie (nie tylko emocjonalne) co najmniej kilkuset absolwentów, stabilne profesjonalne kadry Uczelni i dodatkowo 100 mln zł na początek. To nie koniec – najbardziej ambitny projekt swojego życia zacząłem w maju tego roku – w oparciu o środki Urzędu Marszałkowskiego wspólnie z Małopolskim Centrum Doskonalenia Nauczycieli zaczęliśmy realizację 5-letniego projektu nazwanego „Diament” adresowanego do uczniów począwszy od szkoły podstawowej aż do klasy maturalnej. Projekt składa się z dwóch części – pierwszej adresowanej do wszystkich dzieci klas I do III szkoły podstawowej dla których wprowadzimy dodatkowe zajęcia w których poprzez zabawę uczyć będziemy uczniów rozwiązywania problemów, a więc kształtować będziemy postawy kreatywne i przedsiębiorcze. Druga część polegać będzie na wyławianiu, począwszy od klasy IV uzdolnionych uczniów i przygotowywanie dla nich na poziomie powiatów specjalnych ośrodków przyspieszających ich rozwój. Rezultaty projektu zostaną po przetestowaniu w wybranych szkołach w latach 2013-2014 wprowadzone do wszystkich szkół w Małopolsce w 2015 r. Jak państwo widzą Diament dokładnie działa na rzecz wzrostu kapitału intelektualnego. Pozwólmy sobie na odrobinę fantazji – jak wzrośnie potencjał rozwojowy Małopolski jeżeli dzięki temu projektowi tylko o 10% wzrośnie u młodych ludzi kreatywność i przedsiębiorczość, a o ile szybciej dojrzeją ci najbardziej utalentowani. A co się stanie gdy po przetestowaniu Diamentu w Małopolsce nowy program kształcenia zacznie być może wdrażany np. od 2018 r w całej Polsce – wtedy rzeczywiście w okolicy 2030 r. Polacy będą mogli z dumą mówić o swojej Ojczyźnie, że żyją w kraju, który staje się wzorem dla innych. Kończę najlepszymi życzeniami dla Ergo-Hestii żeby wykorzystała w możliwie maksymalny sposób szansę jaką daje rozwój gospodarki opartej na wiedzy, a każdemu z uczestników dzisiejszego Kongresu młodszemu ode mnie (a więc prawdopodobnie wszystkim), a najbardziej tym najmłodszym zazdroszczę, że będziecie mogli jeszcze tyle w życiu zdobyć nowej wiedzy i życzę żebyście potrafili ją w najbardziej innowacyjny i kreatywny sposób wykorzystać! A zamiast życzeń indywidualnych zakończę zasłyszanym powiedzeniem:

    „NIE WARTO SIĘ UCZYĆ, PO TO ABY TYLKO WIEDZIEĆ, WARTO SIĘ UCZYĆ ABY W WYNIKU TEGO STAĆ SIĘ KIMŚ”.

o mnie | kontakt | okiem przedsiębiorcy | w prasie | relacje z absolwentami | niezwykły album | wywiady
Krzysztof Pawlowski 2007 © Wszystkie prawa zastrzeżone