Źródło: Gospodarka Ślaska, 30 stycznia 2007

Powinniśmy ukształtować postawy przedsiębiorcze

    Rozmowa z dr. Krzysztofem Pawłowskim, założycielem i prezydentem Wyższej Szkoły Biznesu - National Louis University w Nowym Sączu

    - Spotykamy się przy okazji dyskusji nt. edukacji przedsiębiorców. Tradycyjnie uważało się, że przedsiębiorczość jest cechą wrodzoną. Ostatnio pojawiają się głosy, że można jej jednak nauczyć...

    Dr Krzysztof Pawłowski: Zdecydowanie można, nie tyle nauczyć, co ukształtować postawy przedsiębiorcze. Ale trzeba się za to zabrać w bardzo młodym wieku. Byłem zdumiony, kiedy dowiedziałem się, że 70-80 proc. potencjału intelektualnego człowiek uzyskuje już w czwartym roku życia. Czyli gdzieś tutaj, na samym początku kształcenia, powinno się formować u dzieci ciekawość świata i umiejętność rozwiązywania problemów.

    W polskim języku słowo „problem” ma wyraźną konotację negatywną. Przekonanie to trzeba odwrócić. Problem - to świetnie! To sytuacja do rozwiązania, to coś co może człowieka zainspirować. Gdyby udało się nam zreformować proces kształcenia małych dzieci w ten sposób, żeby zamiast ładować w nie niepotrzebne informacje, uczyć je, poprzez zabawę, umiejętności rozwiązywania problemów i szukania czegoś nowego, to będziemy mieć większy udział postaw przedsiębiorczych.

    Oczywiście, że są ludzie, którzy nigdy nie będą przedsiębiorcami. Z resztą, nie chodzi o to, żeby wszyscy byli przedsiębiorcami. Ale gdybyśmy uzyskali 20 proc. populacji z wyraźnie rozwiniętymi postawami przedsiębiorczymi, byłoby genialnie! Proszę pamiętać, że takie postawy nie są potrzebne wyłącznie w biznesie, one ułatwiają życie w każdym obszarze działania.

    - Co decyduje o kształtowaniu cech przedsiębiorczych? Proces edukacyjny? Składnik kulturowy?

    Jedno i drugie. Przez właściwe ustalenie proporcji i pokazanie co jest ważne, można uzyskać większy szacunek dla bycia przedsiębiorcą, większe zainteresowanie prowadzeniem własnej firmy. To udało się Amerykanom, tam ceni się biznesmenów. W dobrym tonie w USA jest powiedzieć „chcę być przedsiębiorcą”, nawet dzieci o tym marzą.

    Proszę zauważyć, że w Polsce często przedsiębiorcy kojarzeni są negatywnie. Szuka się ludzi, którzy realizują swoje pomysły biznesowe w sposób negatywny. Ale każdy przedsiębiorca rozlewa wokół siebie zamożność, jeden małą kałużę, drugi już duże jezioro. Nie tylko on staje się bogatszy. Ludzie z jego otoczenia, współpracownicy też mają lepiej niż mieli poprzednio. Więc w interesie społecznym jest, aby tych ludzi było jak najwięcej.

    - W Polsce przedsiębiorców jest ciągle mało. Może zatem część problemu tkwi w programach uczelni biznesowych?

    Nie chcę komentować działalności innych szkół... Strasznie ważne jest właściwe wyszacowanie programu studiów. Teoria jest niezbędna, ale nie może być tak, że oprócz niej nie ma nic. Umiejętne zgranie przedmiotów teoretycznych z praktycznymi, odpowiednia proporcja są domeną najlepszych uczelni.

    Ale jest także druga sprawa. Czym różnią się wielkie uczelnie od przeciętnych? Nie programami nauczania, ale wartością dodaną. Tę wartość uzyskuje się poza klasą, w życiu studenckim, w relacjach profesorów ze studentami. W tym wszystkim co jest nienazwane, ale tak naprawdę buduje młodego człowieka, jego osobiste predyspozycje. Często szkoły, nie tylko w Polsce, mają satysfakcję kiedy udowadniają studentom, że ci niczego nie potrafią. To gigantyczny błąd!

    Myślę, że część sukcesów mojej szkoły leży w tym, że próbujemy dostrzec jasną stronę każdego człowieka, próbujemy umacniać w studentach przekonanie, że potrafią dużo. Brak takiego spojrzenia to istotny mankament uczelni w Polsce.

    - Wspomniał pan o niekorzystnym obrazie przedsiębiorczości. W Polsce biznesmenom się nie ufa, patrzy na nich niechętnie...

    Sądzę, że problem ma charakter szerszy. Rafał Matyja, jeden z największych, moim zdaniem, intelektualistów w Polsce, jako pierwszy zwrócił uwagę, że polskim problemem, i społecznym, i politycznym jest brak zaufania. Ludzie po prostu sobie nie wierzą. To się przekłada na straty gospodarcze, na wiele różnych negatywnych aspektów życia społecznego. I to jest jedno z największych wyznań dla naszego kraju. Zaufania nie da się odbudować jednorazowo.

    Przychodzi mi do głowy rzecz nieco paradoksalna. Konsekwencja działalności CBA w ostatnich 2 latach, to, że ludzie zaczęli się bać zarówno dawać, jak i brać łapówki, ma olbrzymie, pozytywne znaczenie w odbudowywaniu zaufania. To oczywiście jest proces, nie da się tego zrobić od razu. Ale fakt, że w tej chwili każdy kilka razy pomyśli, czy warto przekroczyć prawo – to już dobrze.

    - Negatywny wizerunek, brak zaufania – może zatem nie warto być w Polsce przedsiębiorcą?

    Warto! Przedsiębiorca, który rozpoczyna działalność posiada jedną fascynującą wartość: wolność osobistą. Człowiek, który sam o sobie decyduje, może o porażki obwiniać tylko siebie, ale i tylko sobie zawdzięcza sukces. Wolność daje olbrzymią przewagę nad pracą na etacie! Drugą rzecz jest brak granic. Granicą dochodów przy podejmowaniu działalności jest tylko własna wyobraźnia. Człowiek musi tylko chcieć i mieć pomysł

    - Często podkreśla pan także, że jedną z zalet prowadzenia przedsiębiorstwa jest fakt zabezpieczania rodziny, możliwość pozostawienia czegoś dzieciom, wnukom. W Polsce tymczasem ciągle panuje przekonanie, że biznes to niestabilne, nieregularne dochody, które utrudniają życie rodzinne...

    W moim przekonaniu, działalność gospodarcza stabilizuje rodzinę. Można oczywiście znaleźć przykłady firm, przeczące tej tezie. Ale w makroskali, biznesy rodzinne stabilizują i rodzinę, i gospodarkę. Jesteśmy w fazie, w której rozwój Polski odbywa się głównie dzięki inwestycjom zagranicznym. Ale jutro, nasz kraj może przestać być atrakcyjnym dla inwestorów. A w tej chwili zmiana lokalizacji nie kosztuje tyle co kiedyś... Co to oznacza? Planować długotrwały rozwój, można tylko w oparciu o biznesy rodzinne. Bo takie przedsiębiorstwa, nawet kiedy rosną, centrum podatkowe pozostawiają u siebie, w Polsce.

    - Znany jest pan ze znakomitych kontaktów z młodzieżą. Czy obserwując kolejne roczniki swoich studentów, dostrzega pan zmianę ich postaw wobec przedsiębiorczości?

    Chyba nie, ale muszę od razu odpowiedzieć dlaczego. Moja szkoła zawsze przyciągała niespokojne duchy. Nie równamy ludzi od góry i od dołu, dostając talenty pozwalamy im rosnąć. Osób ciekawych, patrząc statystycznie, jest więc co roku podobna ilość. Ale nie wiem czy to jest standard.

    Przypominam sobie, jak zaprosiłem do szkoły Janusza Palikota. Na spotkaniu, na którym było ok. 300 studentów, zapytał on kto chce otworzyć swój biznes. Aż struchlałem, myśląc „żeby tylko nie było kompromitacji”. Ale po chwili dostrzegłem zdumienie na twarzy Palikota. Okazało się, że 1/3 studentów podniosła ręce. Tymczasem na innych uczelniach, na podobne pytanie naszego gościa, pozytywnie odpowiadało zaledwie po kilka procent audytorium.

    - A jaka jest rola takich spotkań jak dzisiejsze (Johnnie Walker Biznes Mixer – przyp. red.) w kreowaniu kultury przedsiębiorczości?

    Jeżeli choć kilka osób, po dzisiejszym spotkaniu uwierzy w siebie i zrobi coś ze swoim życiem, to już się opłaca.

    Rozmawiał Piotr Gołąbek, Gospodarka Śląska
o mnie | kontakt | okiem przedsiębiorcy | w prasie | relacje z absolwentami | niezwykły album | wywiady
Krzysztof Pawlowski 2007 © Wszystkie prawa zastrzeżone