Źródło: Forum Akademickie, 2004, nr 3

W stronę społeczeństwa wiedzy

    Rozmowę przeprowadziła Justyna Jakubczyk:

    - Czym według pana profesora miałoby charakteryzować się społeczeństwo wiedzy?

    - Wiedza ma dopiero wtedy sens, kiedy jest używana w sposób aktywny i innowacyjny. Dlatego społeczeństwo wiedzy to społeczeństwo charakteryzujące się otwartością i odwagą intelektualną, społeczeństwo, które jest przekonane o swoich dużych możliwościach i aktywnie, w sposób innowacyjny je wykorzystuje.

    - Czy istnieje społeczeństwo, które można nazwać społeczeństwem wiedzy?

    - Pojęcie „społeczeństwo wiedzy” jest teoretyczne i w pewnym sensie wyidealizowane. Nie jest możliwe stworzenie społeczeństwa wiedzy w 100 procentach. Najbardziej zaawansowaną grupą w dążeniu do społeczeństwa wiedzy jest społeczeństwo amerykańskie, w którym dominują postawy przedsiębiorcze. Ewenementem w skali wręcz światowej jest to, że udało się uruchomić tam wręcz pewną kulturę postępowania przedsiębiorczego. W USA bankructwo nie jest powodem do płaczu; jest wkalkulowane w działalność człowieka. Jeśli pojawi się problem, po prostu szuka się sposobu na jego rozwiązanie.

    W Singapurze czy Hongkongu, czyli państwach dysponujących niewielkim obszarem, w bardzo niewielkim stopniu realizuje się bogactwo poprzez proces produkcyjny. Tam ludzie aktywni, którzy pracują dla wielkich firm i małych biznesów, uzyskują zamożność i „wartość dodaną” głównie dzięki zdobywaniu i używaniu wiedzy.

    - W książce Społeczeństwo wiedzy szansa dla Polski porównuje pan szkolnictwo wyższe w Polsce i ogólnie w Europie ze szkolnictwem w USA. Co ma wpływ na jakość kształcenia w różnych krajach?

    - To jest dobre pytanie. Zwykle w rankingach w danej dziedzinie wiedzy na 25 najlepszych uniwersytetów, 20 do 23 są to uniwersytety z Ameryki. 2 lub 3 to uniwersytety brytyjskie, a 1 albo 2 - azjatyckie. W zasadzie nie ma wśród nich uniwersytetów kontynentalnych, europejskich. W swojej książce wymieniłem pięć czynników mających wpływ na to, że uniwersytety amerykańskie są lepsze niż uniwersytety europejskie. Pierwszym jest zarządzanie menedżerskie uniwersytetami w Stanach Zjednoczonych. Istnieje tam zawód rektora, a dokładnie: prezydenta uniwersytetu.

    - Czym jego zadania różnią się od zadań rektora?

    - W Europie, także w Polsce, rektorem zostaje przeważnie najwybitniejszy z uczonych. W USA prezydent uniwersytetu musi być sprawnym menedżerem, umiejącym zarządzać ludźmi, w sposób aktywny korzystać z pieniędzy, mnożyć dochody itd. Czasami przyszli rektorzy już doktoraty robią z zakresu zarządzania edukacją. To jest zawód, który pozwala maksymalizować wartość uzyskaną z uczelni. W polskich warunkach rzadko się trafiają takie indywidualności i talenty, by były fizyk czy biolog stawał się wybitnym rektorem, świetnie zarządzającym uniwersytetem. Uniwersytety, zwłaszcza te duże, to gigantyczne biznesy, instytucje, które mają budżet rzędu miliarda. Dobrze zarządzane pieniądze mogą przynosić duże efekty.

    - Jest pan także zwolennikiem wprowadzenia odpłatności za studia.

    - Zdecydowanym. Obecny system jest przede wszystkim nieuczciwy i niesprawiedliwy społecznie.

    - Ale w USA rodzice całe życie zbierają na studia swojego dziecka. Czy uważa pan, że polskie społeczeństwo jest przygotowane na płacenie za studia? Czy można wprowadzić teraz studia płatne?

    - Odpłatność powszechną trzeba wprowadzić natychmiast. Mój pomysł polega na tym, żeby pierwszy rok studiów na wszystkich uczelniach dla wszystkich studentów był nieodpłatny. Od drugiego roku powinna być powszechna odpłatność, ale wsparta takim systemem stypendiów socjalnych i nagród za dobre wyniki nauczania, aby ciężko pracujący człowiek z biednej rodziny, uzyskujący bardzo dobre oceny, mógł studiować do końca nieodpłatnie. To nie jest system, który wprowadza powszechną odpłatność, tylko sprawiedliwie otwiera możliwości dla wszystkich. Nie widzę powodów, dla których dzieci bardzo bogatych rodziców powinny studiować za darmo, podczas gdy dzieci z rodzin ubogich płacą za studia zaoczne na uczelniach, ponieważ nie są w stanie wygrać konkursowego egzaminu wstępnego z młodzieżą przygotowaną od dziecka w najlepszych szkołach.

    - Ale ubożsi nie będą mogli wygrać także takiego konkursu, by dostać się do elitarnych, całkowicie bezpłatnych szkół dla najlepszych, które proponuje pan stworzyć.

    - Tak, ale proszę oddzielić system, który ma wykształcić polskie elity i jest ograniczony mniej więcej do 10% wszystkich studentów. Z punktu widzenia racji stanu Polska powinna mieć najlepszych urzędników. W tym przypadku potrzebny jest konkurs talentów, a wśród ubogich także zdarzają się talenty. Proszę nie mówić, że nikt spośród nich się nie przebije. Natomiast w tym obszarze nie może być sprawiedliwości, bo liczyć się mają wybitne uzdolnienia.

    - Popiera pan także dosyć dyskusyjny pomysł zlikwidowania niektórych stopni naukowych.

    - W Stanach Zjednoczonych nie ma tytułu profesora federalnego czy stanowego i nie ma habilitacji, a cały postęp świata w najważniejszych dziedzinach naukowych w gruncie rzeczy dokonuje się w USA. Ograniczenie tytułów wyłącznie do doktora nie musi spowodować obniżenia jakości. Jakość powinni poprawić ci, którzy uzyskują stopień doktora. Po pierwsze nie można bronić doktoratu we własnej radzie wydziału. To powinno w skuteczny sposób podnieść średni poziom prac doktorskich. Drugą kluczową sprawą jest zatrudnienie na kontraktach po doktoracie, czyli spowodowanie, że każdy zatrudniony w uczelni człowiek musi pracować naukowo. Polskim nieszczęściem jest duża liczba pracowników naukowych, a mała liczba innowacji z tym związanych. Efekty pracy naukowców w Polsce są zupełnie nieproporcjonalne i do liczby ludzi, i bardzo często do uzyskanych stopni naukowych. Obecny system wcale nie kreuje wysokiej jakości. Proponuję rozwiązanie dużo prostsze, które zmobilizuje młodych, uzdolnionych pracowników naukowych do kontynuowania swojej kariery Polsce. W tej chwili nie tylko z Polski jest drenaż naukowców do największych uniwersytetów i korporacji w USA. Otwarcie szybkich możliwości zostania profesorem jest ważniejsze, niż ryzyko związane z tym, że przez stopień doktorski może się prześliznąć ktoś niedouczony i na bardzo złej uczelni uzyskać stanowisko profesora.

    Dziękuję za rozmowę.
o mnie | kontakt | okiem przedsiębiorcy | w prasie | relacje z absolwentami | niezwykły album | wywiady
Krzysztof Pawlowski 2007 © Wszystkie prawa zastrzeżone